How Julia couldn’t find a place to stay

…. or how Julia was changing accommodation every second day and couldn’t decide where to stay

Which is actually not entirely true but just good for an intriguing title. I was more than ready to stay somewhere for more than two days but apparently, it just didn’t happen.

But let’s start from the beginning. And that was September.

* * *

… czyli o tym, jak w ciągu miesiąca przeprowadziłam się 587620 razy

Oczywiście nie 587620 razy, ale wystarczająco dużo, aby móc to trochę wyolbrzymiać w moich opowieściach.

Ale zacznijmy od początku. Na początku był wrzesień. A wrzesień był miesiącem poszukiwań.

 

After spending hours on corresponding with people from Facebook groups and potential landlords (potential – because most of them were scammers but I’ll come back to this at another time) it was already clear enough for me that I will not find a flat by distance. Thus when the fear of moving to the new city, so-called Rotterdam, without having a place to stay started becoming more and more a reality, I decided to book an Airbnb. But as it was already quite late there were not really many options left … and I was also a bit of an optimist thinking that looking for a flat should not take more than one month hence I firstly booked only for a few days.

As I mentioned, it was a last-minute reservation, which is not similar to those last-minute deals when you are booking your holidays to Egypt and you so get the best offer. It’s rather the opposite. No drinks for free and no all-inclusive. You rather just take what is left. And what was left was the extremely steep and tiny stairway to the third floor which I had to take with my 20 kg luggage in my hand. And there it was – the Lovely Lama waiting for me.

The Lovely Lama

… was a mascot. The mascot which lay on a bed-side table in the small very stylish studio which happened to be my first accommodation in Rotterdam.Modern but at the same time with some vintage accents and full of snappy unique furniture. Bedroom, kitchen and bathroom – all joined together (which I loved and have to admit was kind of the dreamy picture in my head of how my flat should look like)! You can sit in the bathtub with your glass of red wine surrounded by candles (and yes! there were even candles!) while having slow conversations about books with your boyfriend. And there is music in the background coming from record player which is slowly moving a huge black vinyl… Well, that’s how I remember they do it in Hollywood movies. And that’s what I did. But unfortunately, after all, it turned out that it was just one of these one-night stands when they kick you out in the morning without having breakfast. So Lama kicked me out. Maybe because I had a boyfriend. Or maybe she didn’t like the same vinyl as I did. But most probably because I booked it only for a night.

Thus I had to move out. And as Rotterdam was completely overbooked, I was forced to leave the city as well and move on to Delft. (which is the neighbouring town, and later it even turned out that I shouldn’t have felt that big of a loser for it,  few of my friends also spent several nights in hostels there).

** if you wish to see the Lovely Lama yourself check it here. It’s not the cheapest option though, so rather for tourists than students. Unless you are desperate.

*** if you are looking for affordable student hostel in Rotterdam try the King Kong Hostel. Still the cheapest option in Rotterdam. Don’t get mislead by the name Student Hotel. The prices are definitely not for students.

* * *

Ale właściwie za mieszkaniem zaczęłam się rozglądać już na pół roku przed planowaną przeprowadzką, bo wydawało mi się, że tyle czasu z pewnością wystarczy, żeby znaleźć coś naprawdę fajnego. No właśnie: wydawało mi się. Po jakimś czasie, lub może po kilku zbyt pięknych propozycjach by mogły być prawdziwe, było już jasne, że na odległość się nie uda.

Jako że termin wyjazdu nieubłagalnie nadchodził, to trzeba było pomyśleć o jakiejś opcji tymczasowej. Ale zaraz okazało się, że i tych nie ma w nadmiarze. Rezerwacja Airbnb w mieście, a może raczej w kraju, gdzie przypada zdecydowanie za dużo osób na metr kwadratowy nie jest najłatwiejsze i na ofertę last-minute nie ma raczej co liczyć. To nie wczasy w Egipcie. Jeśli trafi się na coś taniego, to raczej na drugim końcu miasta i z różnymi niespodziankami wliczonymi w cenę. Czyli w sumie jest jakieś tam all-inclusive. Za pierwszym razem trafiłam na lamę i…

…milion schodów na najwyższe piętro

Było to zdecydowanie jedno z najładniejszych Airbnb, w jakich udało mi się zatrzymać – a uwierzcie mi, kilka już sprawdziłam! Jedynym minusem był fakt, że aby się tam dostać, trzeba było wspiąć się na trzecie piętro, po tak wąskich schodach, że dwie osoby na pewno by się nie zmieściły. Ani moja 20 kilogramowa walizka. Z czasem okazało się, że wszystkie klatki schodowe w Rotterdamie tak wyglądają, więc nie ma co narzekać. Albo można trochę ponarzekać, ale potem trzeba się po prostu przyzwyczaić, bo i tak to się nie zmieni. Nie wiem, jak radzą sobie z tym osoby niepełnosprawne, dla których wszystkie chodniki w mieście są odpowiednie wyprofilowane, ale schodyjuż nie.

Kiedy już wspięłam się na ten Mount Everest, to czekało na mnie urocze mieszkanie. Sypialnia, łazienka i salon – wszystko połączone razem. Na szafce nocnej siedziała maskotka Lamy – tak, szał na lamy nadal trwa i można je kupić wszędzie! W jednym z moich ulubionych sklepów w Holandii (chociaż co drugi nim jest…) – KKEC – można kupić je w każdym rozmiarze, kolorze albo też wybrać dziewczynkę lub chłopca. Albo skompletować sobie całą rodzinkę. Co kto chce. Moja mieszkaniowa lama siedziała sobie dumnie obok łóżka, a obok niej stał gramofon z dołączoną kolekcją winyli. Można było więc napuścić wody do wanny, nalać wina, nastawić Edith Piaf, zapalić świeczki – bo oczywiście były i świeczki, i udawać, że jest się w jakimś hollywoodzkim filmie. Tak przynajmniej zapamiętałam Mirandę w jednym z odcinków Seksu w wielkim mieście i tak też zrobiłam. Na Instagramie chyba też tak robią.Mój relaks trwał jednak tylko jeden dzień, bo następnego musiałam się już wynosić do innego miejsca. I to nawet nie w Rotterdamie, bo cały był zabukowany, ale do Delft.

**jeśli ktoś chce poznać lamę osobiście, to można to zrobić tutaj. Przepiękny apartament, dodatkowo z dwoma rowerami. Ale ceny są zdecydowanie bardziej dla turystów, niż studentów. No chyba, że ktoś jest zdesperowanym studentem, tak jak ja byłam.

**najtańszy hostel w Rotterdamie to King Kong Hostel. Nie dajcie się zmylić Student Hostel, który zdecydowanie do najtańszych nie należy.

 

The Creepy Couple

To get a little bit the impression I would like to point out first that the house was at the end of the Dutch world. Not even in Delft but few buses stops behind it.  The hosts were just the typical pensioner couple with their typical semi-detached house in the suburbs. Well, the suburbs of Delft, not Rotterdam but let’s not get into that again. Calling them creepy is bit unfair cause they were really nice. But what was awkward was that we had to enter through their living room to get to our beds. Which is obviously not such a particular thing in Airbnbs but this time it felt quite weird. And each time when I was leaving the house I felt like I had to tell them where I’m going, with whom and what time I’ll be back.

Anyways, do you remember how awkward it was when your boyfriend was staying over while you still lived with your parents? Well, that’s how it was with Creepy Couple and that’s why I decided to give them this name.

 

**the prices for accommodation depends on the type of it. In the dormitory, it will be around 20 euros. Mind that that I was always looking for a place to stay for two people which can be cheaper but of course also harder to find.

***if you are looking somewhere else than The Hague, Amsterdam or Rotterdam it will be obviously less expensive but you will spend the same amount of money on public transport. Enjoy!

* * *

Prawie Delft

Delft to przeurocze stare miasteczko – jedno z tych w Holandii, które wygląda jak żywa pocztówka. Poprzeplatane kanałami i mostami, ceglanymi domkami i przytulnymi kawiarniami. W zasadzie nie da się tu zrobić złego zdjęcia, bo gdzie nie popatrzeć, to jest pięknie, Oczywiście nie brak tu też muzeów, bo przecież to miasto Vermeera. Tak jak zresztą każde miasto holenderskie należy do jakiegoś wielkiego malarza, a cała Holandia w ogóle należy do wielkich malarzy holenderskich i tak dalej i tak dalej.

 Jednak ja nie wylądowałam w Delft, tylko nieopodal, bo tylko tu zostały wolne miejsca. I jak się potem okazało, było to jedno z dziwniejszych Airbnb. Żeby dostać się do pokoju trzeba było przejść przez salon właścicieli, którymi była para starszych Holendrów. W zasadzie ciągle się na nich napotykałam. Miało się trochę wrażenie, jakby mieszkało się z rodzicami – wychodząc zawsze wydawało mi się, że powinnam powiedzieć, gdzie idę i o której wrócę. A będąc po 22 w pokoju udawałam, że śpię. Mieszkanie w Airbnb z właścicielami jest dość dziwne, zwłaszcza w takiej sytuacji, kiedy nie przypomina to dzielenia mieszkania ze studentami. Ale potem jeszcze trafiłam dwa razy na takie Airbnb, więc to nie taka rzadkość, ale sposób na zarobienie pieniędzy. Dziwnie. Nie polecam.

 

* * *

 

The Mad Mosquitos

Believe it or not but at the end of September, I got terribly bitten by mosquitos. In Rotterdam – where it was raining cats and dogs for 5 days in a row already and the temperature was below 10 degrees. It was such heavy rain that to move from Oostplein, where I was staying, to Coolhaven, where my new place was waiting for me – and this is like 5 km distance and 500 m to the tram stop – I decided to take a taxi. So there I was – staying in front of my old Airbnb ready to move to the new one. The sky was crying because of the coming Autumn and I was crying with it because I was standing there completely soaked moving for the 575649875385 times and still without a stupid flat. I remember once in my CV I wrote that ‘I’m a passionate traveller’. Well, that was exactly it. A passionate traveller changing her flat every second day.

So I jumped in the cab and it drove me to my new luxurious apartment. This place was decorated in a Middle East-style: full of candles, frankincense, and … and mosquitos. Yes, in this absolutely non-mosquito friendly weather, when it was cold and wet since ages, they came up with a crazy idea of settling down here. The note attached to the window was saying:

Please do not open windows due to the special climate and mosquitos.

Well, nobody mentioned that the hot springs were also included. Sounds bit ridiculous but in the night I was proved wrong and got terribly bitten by mosquitos. I could have understood it if I had been camping by the lake and been sleeping in a tent, but well, wait – not in the middle of the city? Anyway, the torture lasted for three nights, and I was dreaming about a move-out day. And that was obviously coming sooner or later as the flat hunting was still officially on and I had no clue when it will finish. Or to be honest – if it will ever finish.

* * *

Wyjątkowo ciepły wrzesień 

Podobno wyjątkowo w tym roku jesień była wyjątkowo piękna, jak na Holandię. Ale ja nie wiem, czy w to wierzyć, bo owszem, było pięknie, ale to wyjątkowo w tym roku słyszałam już milion razy o każdym miejscu.

W tym roku w Alpach spadło wyjątkowo dużo śniegu. (tak jakby połowa moich znajomych  wyjątkowo nie utknęła w zeszłym)

Nie wiem, co się dzieje, ale wyjątkowo w tym roku lato nie jest wietrzne w Grecji. Acha.

Wyjątkowo ta Majówka na Helu jest deszczowa. (akurat. Co dziesiąta Majówka na Helu jest słoneczna i wtedy właśnie wszyscy wrzucają na insta zdjęcia z hashtagiem #polishhawaii)

Mimo tej wyjątkowo pięknej pogody jak na Holandię we wrześniu, temperatura spadła do 10 stopni i lało już od pięciu dn. I właśnie wtedy musiałam przeprowadzić się po raz kolejny. Po 10 sekundach stania na deszczu było się przemokniętym do suchej nitki, więc zaszalałam i zamówiłam taksę. Dojechawszy pod wskazany adres, wysiadłam zadowolona i skierowałam się prostu do mieszkania, gdzie już czekały na mnie … komary. Ale po kolei: całość urządzona w orientalnym stylu: świeczki, kadzidełka, lampiony, słoniki, małpki zakrywające oczy, uszy, usta i Bóg wie jeszcze co, a do tego… komary. Ale nie żeby nie ostrzegali. Na oknie wywieszona była kartka:

Prosimy nie otwierać okien ze względu na tropikalny klimat i obecność komarów.

Klimat tropikalny. W Holandii. W szarej Holandii, gdzie lało od zawsze i temperatura we wrześniu spadła poniżej 10. Może im się deszcze pomyliły z tymi tropikalnymi?

Ale niestety komary im się z niczym nie pomyliły. Komary były naprawdę. Więc jeśli Holendrzy wywieszają kartkę informująca o gorących źródłach, burzach pustynnych czy zorzach polarnych, to znaczy, że tak jest.

I tak po jednej nocy, kiedy nieopatrznie otworzyłam to przeklęte okno i zostałam doszczętnie pogryziona przez komary, jakby spała na Mazurach pod namiotem, a nie w normalnym mieszkaniu, nie marzyłam już o niczym innym, jak tylko o tym, żeby się z tego stamtąd wynieść.

Co zresztą nastąpiło dość szybko, bo oficjalny  flat hunting wciąż trwał i nie było wiadomo, kiedy się zakończy. Co jest, uwierzcie mi, istnym koszmarem, kiedy ciągle trzeba szukać nowego miejsca, pakować się i rozpakowywać, a potem wnosić i wynosić to torby, nie wiedząc, ile to jeszcze będzie trwało.

Surprisingly, we found a flat (which at the beginning seemed too good to be true) from the first day of October. Up to that time I managed to live in 7 different places, I changed my accommodation approximately every 3 days and I went for 12 flat viewings in total. Try it out, if you are willing to check your mental strength, your ability to adapt to new conditions or if you are curious about whether your relationship will survive it.  For me the 13thturned out to be my lucky one.

 

** my top Airbnb choice which I haven’t mention in the text is this one. The cheapest, extremely stylish, and with the nicest host ever.

***While I was looking for a flat I met thousands of scammers so be aware. But that deserves another blog post.

* * *

Moje przygody z Airbnb zakończyły się z początkiem października wraz ze znalezieniem mieszkania. Jak na Rotterdam jest to bardzo szybko, bo niektórzy moi znajomi nie mieli go do listopada. Ja w międzyczasie zdążyłam mieszkać w 7 miejscach, przeprowadzając się średnio co 3 dni, pakując się 14 razy i sprawdzając 12 potencjalnych mieszkań. Jeśli ktoś chcę sprawdzić swoją wytrzymałość psychiczną, umiejętność przystosowywania się do nowych miejsc, albo sprawdzić, czy Wasz związek to przetrzyma, to zdecydowanie polecam. Dla mnie 13 mieszkanie okazało się szczęśliwe i do tego miało te wielkie holenderskie okna, o których tak marzyłam, ale o tym innym razem.

 

** najlepsze Airbnb, na jakie udało mi się trafić, to to. Tanie (jak na tutejsze warunki), bardzo przytulne i stylowe i przemiły właściciel.

***szukając mieszkania trafiłam na masę oszustów. Ale to już temat na inny post:)

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s